2020-06-24, ostatnia aktualizacja 2020-06-24 06:00

Gniazdo

Fot. Archiwum

Fot. Archiwum

W trakcie wspólnych obrad Rady UE, Parlamentu Europejskiego oraz Komisji Europejskiej do projektu unijnego rozporządzenia 31, zwanego „homologacją typu”, powrócił odrzucony wcześniej przez Radę obowiązek fabrycznego montażu gniazda OBD w produkowanych samochodach. Trudno teraz ustalić, czy jego wcześniejsze zniknięcie wynikało z banalnej urzędniczej pomyłki, czy też z podstępnych knowań samochodowych koncernów. Tak czy inaczej, obecność lub brak tego rozwiązania we współczesnych pojazdach drogowych ma dla całego rynku motoryzacyjnego znaczenie wręcz strategiczne.

System OBD (OBDII i EOBD) jest standardem obowiązującym w USA od ponad dwudziestu lat, a w Europie niewiele krócej. Wprowadzono go początkowo dla uproszczenia i przyspieszenia kontroli emisji spalin przez samochodowe silniki. Szybko jednak stał się podstawowym narzędziem do diagnozowania wszelkich sterowanych elektronicznie układów, zespołów i podzespołów. Bez możliwości podłączania prostego przyrządu do gniazda diagnostycznego niezależnym warsztatom pozostawałaby przymusowa „specjalizacja” w coraz starszych modelach pojazdów albo niekoniecznie wygodna i tania, jeśli w ogóle dostępna, internetowa łączność z producentami nowszych. Zbędna stałaby się wówczas wolnorynkowa oferta obecnych wytwórców diagnostycznego sprzętu.

Czy skorzystałyby na tym samochodowe koncerny, monopolizując rynek napraw? Tylko w przypadku podjęcia solidarnych działań, a o te raczej trudno w warunkach globalnej konkurencji. Zaraz pojawiliby się „odszczepieńcy” podkreślający w swych reklamach, że gniazda montują, choć nie muszą. Pozornie to niewielka atrakcja dla ich końcowych klientów, lecz przecież samochód droższy w pogwarancyjnym serwisie i naprawach ma nieuchronnie niższą cenę wtórnej odsprzedaży, a to może z kolei osłabiać pierwotne zainteresowanie każdą „bezgniazdkową” marką, jeśliby były inne do wyboru. Niewiele zmienić tu może urzędowy zakaz i policyjne procedury jego egzekwowania.

Współczesne testery OBD, przybierające niekiedy postać aplikacji do smartfona, zdążyły już (podobnie jak wcześniej kalkulatory) nie tylko rozleniwić, ale także ogłupić całe pokolenie samochodowych mechaników. Usterkę np. sondy lambda lub katalizatora da się równie trafnie wykryć innymi przyrządami, tylko po co się wdawać w niepotrzebną robotę?

Na szczęście nie brakuje na internetowym rynku ofert elektroników zdolnych dostarczać nie tylko takie techniczne drobiazgi, jak dodatkowe gniazda z instrukcjami ich łatwego podpinania do magistrali CAN. Teraz mają oni tanio na sprzedaż np. gadżety włączane do gniazd OBD, by zmieniać seryjne oprogramowanie silnika w wyczynowe. Nie gniazdo przecież jest najważniejszą częścią takiego układu. Z kolei zdalna firmowa diagnostyka przez Internet może szybko stać się polem do popisów międzynarodowych hakerów.



Marian Kozłowski
Redaktor naczelny Miesięcznika Branżowego Autonaprawa

Tagi

system OBD 



Wasi dostawcy

Polecane