strona główna Ciekawostki Drei und... fertig!
2014-12-17, ostatnia aktualizacja 2014-12-17 06:08

Drei und... fertig!

Fot. Ralf Christian Kunkel, Wikimedia, www.olafs-fotoseite.de

Fot. Ralf Christian Kunkel, Wikimedia, www.olafs-fotoseite.de

Początki motoryzacji byłyby zapewne całkiem inne, gdyby twórcy pierwszych pojazdów mechanicznych umieli jeździć na dobrze już wówczas znanych rowerach. Niestety wszystko wskazuje na to, że zakończyli tę naukę na etapie dziecięcych trójkołowców (Karl Benz) lub małych bicykli z dodatkowymi bocznymi kółkami (Gottlieb Daimler). Nawet markiz de Dion, znakomity prekursor samochodowych sportów, największe swe wyścigowe sukcesy odnosił na trójkołowym wehikule...

Umiejętność jazdy na rowerze jest teraz powszechna, lecz jeszcze do połowy ubiegłego wieku większość jej fanów stanowili "teoretycy" snujący abstrakcyjne rozważania o rzekomo niebywale trudnej sztuce "utrzymywania równowagi". Kto więc w dzieciństwie nie dostąpił tego wtajemniczenia szczęśliwym przypadkiem, potem miał już trudne do pokonania psychiczne opory. Ponieważ nie wypadało się do nich przyznawać ambitnym mężczyznom, tworzyli oni rozmaite techniczne mity, dzięki którym przeróżne trójkołowe konstrukcje do dziś mają swych zwolenników, odpornych na wszelkie racjonalne argumenty.

Przywoływano zatem tezę, iż podparcie w trzech punktach jest zawsze najbardziej stabilne, przy dwóch uzyskać można tylko równowagę chwiejną, a przy czterech zawsze któryś nie ma kontaktu z nierównym podłożem. Twierdzenia te słuszne są wyłącznie w odniesieniu do pojazdów niebędących w ruchu i pozbawionych elastycznych zawieszeń, a przecież nie o to w tej motoryzacji chodzi. Równie wątłe są techniczno-ekonomiczne uzasadnienia celowości stosowania trójkołowych podwozi. To prawda, że klasyczne jednoślady nie nadają się do przewozu więcej niż dwu osób lub pokaźnych bagaży, że trójkołowy samochód jest tańszy od czterokołowego, i o to jedno koło, i z racji uproszczenie mechanizmu kierowniczego lub napędowego, lecz na tym właściwie zalety się kończą.

trójkołowce

Tak zwane "dreirady" szczególnie popularne były w międzywojennych Niemczech i we Włoszech bądź to jako osobowe lub dostawcze samochody (przeważnie z jednym kierowanym kołem z przodu), bądź jako motocykle z bocznymi wózkami. Jeśli ktoś ma chęć i okazję spróbować przejażdżki czymś takim, powinien podchodzić do sprawy z maksymalną ostrożnością. Trójkołowy samochód wywróci się niechybnie na zakręcie przy lekkim nawet hamowaniu i niewielkiej prędkości, asymetryczny zaś motocykl zachowuje się zupełnie odmiennie przy analogicznych skrętach w lewo i w prawo, samoczynnie zmienia też kierunek ruchu podczas przyspieszania i hamowania.

trójkołowce

Wśród wielkiej rozmaitości trójkołowych pojazdów praktyczne pożytki mogą przynosić tylko tzw. autoskutery, czyli rozpowszechnione we Włoszech i w Azji miniaturowe ryksze lub bagażówki, przeznaczone do wolnej jazdy po zatłoczonych ulicach. Jednak w pozostałych rejonach świata chętniej wykorzystuje się do tego celu małe, czterokołowe bryczki elektryczne. Tradycję szosowych trójkołowców, mających wszystkie wady samochodów i motocykli bez żadnych ich zalet, podtrzymują jedynie ich zaprzysięgli entuzjaści. Trudno powiedzieć, jakie stąd czerpią satysfakcję. Może w gruncie rzeczy marzą o szybkich jednośladach, lecz nie opanowali jeszcze "utrzymywania równowagi".

Hubert Kwarta



Wasi dostawcy

Podobne

Polecane